Świat Chaosu

Kobieta z czerwonymi włosami, ubrana w białą szatę splamioną krwią.

„PRZEBUDZENIE ANIOŁA”

 

 

 

 

 

— Halo. Kurwa, obudź się. Nie mam zamiaru przyjmować kary za ciebie. – Uderzenie jej dłoni wybiło mnie z zamyślenia. Gdzie ja jestem? Kim ja jestem? Co ja tu robię? Szczątki wspomnień, które miałam w głowie sugerowały, że jestem służką.

— Weź tą tacę i rusz dupę. Małe ścierwo. Chcesz wrócić do nocnych zabaw?

— Nie – odparłam instynktownie. Nie wiedziałam zupełnie o co jej chodzi.

Dopiero teraz zwróciłam uwagę na kobietę, która stała przede mną. Niska. Krępa, z ciasno upiętymi włosami. Całą sylwetkę skrywał biały, kuchenny fartuch. Podniosłam wskazaną tacę, na której znajdowały się drobne przekąski – nie mogłam w żaden sposób przypomnieć sobie ich nazw ani składu. Co teraz? Drzwi. Jedyne wyjście z kuchni.

— Pospiesz się – syknęła tamta.

Pierwszy niepewny krok, zupełnie jak bym stawiała go po raz pierwszy. Kolejny i jeszcze jeden. To nic trudnego. Przekroczyłam próg. Na sąsiedniej Sali przy okazałym stole siedziało ośmiu mężczyzn. Ubrani w dziwne zielone i czerwone szaty. Kim oni są? Dlaczego noszą takie stroje? Zrobiłam kolejny krok. Dlaczego moje serce tak mocno bije?

— Rusz się. – Siedzący u szczytu stołu barczysty mężczyzna nawet nie starał się ukryć pogardy w swoim głosie.

— Skąd ty je bierzesz? Może i jest ładna, ale zachowuje się jak by dopiero zeszła z drzewa.

— U mnie przetrwałaby może tydzień w sypialni i bym ją sprzedał. Nie ma co trzymać niepotrzebnych zwierząt w domu.

Wtórowali mu jego goście. Dlaczego tacy są? Dlaczego traktują mnie jak bym nie była człowiekiem, kobietą. Co tu się dzieje? Moje ręce. Czemu nie potrafię opanować ich drżenia?

— A co chcecie kupić? – odparł gospodarz i zaniósł się głośnym śmiechem. – Oddam po kosztach.

— Teraz nikt nie weźmie tego zgniłego owocu. Każdy ma pod dostatkiem własnego gówna.

Wszyscy przy stole zaczęli się głośno śmiać. Ich gardłowe ryki wypełniły niewielką salę. Upuściłam tacę, nie wiem czy to przez drżące ręce, czy zrodzony we mnie strach.

— Nie dość, że wolna, to jeszcze niezdara – siedzący przy stole dalej ze mnie kpili.

— Nikt jej za darmo nie weźmie. Same straty.

— Co zrobiłaś świnio?! – szybko wstał. Poczułam jego pięść na swojej twarzy. Upadłam, odruchowo łapiąc się za nos. Dłoń momentalnie pokryła się czerwienią. Krew zaczęła pokrywać obficie dywan pode mną. – Chciałem dać ci szansę, a ty tak się odwdzięczasz? – wymierzył mocne kopnięcie w moje żebra, siły mnie opuszczały. Leżąc na plecach, mój mglisty wzrok łowił mojego oprawcę. – Pokażę ci teraz czym jest szacunek. – Widziałam tylko jak ściąga swój skórzany, szeroki pas. Wyprawiona skóra świsnęła w powietrzu, a po chwili poczułam przeraźliwy ból w okolicy piersi. Następny świst. Cios spadł na moje nogi. Kolejny w okolicy twarzy. Z każdą chwilą wiedziałam, że uchodzi ze mnie fragment życia. Kątem oka złowiłam spory nóż wojskowy? Myśliwski? Przyczepiony do jego łydki. Kolejne spadające na moje ciało razy wywołały u mnie agresję? Chęć życia? Podniecenie?

Szybkim ruchem wyrwałam ostrze z pochwy. Skąd miałam jeszcze tyle siły? Nie wiem. Od razu wyprowadziłam pierwsze cięcie w okolicy jego ścięgna Achillesa, a gdy upadł jęcząc z bólu wbiłam ostrze w jego szyję energicznie skręcając nadgarstek. Ciepło jego krwi poczułam od razu na swojej dłoni. Co ja robię? Jak? Powoli wstałam. Ciało płonęło bólem po niedawnych doświadczeniach. Spojrzałam z nienawiścią na pozostałych zebranych. Ten, który siedział najbliżej nie zdążył nawet się ruszyć. Ostrze noża przebiło jego oko wdzierając się w mózg. Dlaczego? Co się ze mną dzieję? Podbiegło do mnie dwóch kolejnych. Pierwszy otrzymał cięcie w szyję, a jego krew pokryła stół, za którym jeszcze niedawno siedzieli. Drugi zamierzył się na mnie. Moje ciało jak by automatycznie zrobiło unik, w odpowiedzi wymierzając frontalne kopnięcie w lewe kolano. Trzask łamanych kości zmieszał się z jękiem bólu. O bogowie. Nie czekałam na pozostałych, szybki doskok cięcie i dwa pchnięcia a dwóch kolejnych zwaliło się na ziemię. Przed ostatni otrzymał kopnięcie w żebra, a gdy zgiął się w pół mój łokieć wylądował na tyle jego czaszki. Padł na ziemię niczym zabawka. Ostatni rzucił się w ucieczkę. Na jego nieszczęście wybrał drzwi do kuchni. Niespiesznie podążyłam za nim. Przerażone kucharki stłoczyły się w kącie. Coś mówiły, krzyczały. On też. Czemu ich nie słyszę? Dlaczego chcę tylko go zabić? Spokojnym krokiem podeszłam do drżącego mężczyzny.

— Nigdy więcej – To mój głos? Dłoń wolnym ruchem zakryła mu usta. Druga wyposażona w nóż niespiesznie cięła jego gardło. Moja dłoń cała lepka od cudzej krwi.

— Kim ja jestem? – Moje słowa wypowiedziane już drżącym głosem. Nóż wypadł z mojej ręki.

Nie czekałam na odpowiedź. Biegłam. Na oślep, na wyczucie chcąc się stamtąd wydostać. Kilka chwil i korytarzy późnej uderzyło mnie lekko chłodne nocne powietrze. Dookoła była pustka. Gdzie jestem? Kim jestem?

Zaczęłam biec. Kierunek – przed siebie. Gdzie? – to nieważne. Jak najszybciej. Jak najdalej, póki starczy sił.

Spis treści